Robert & Oskar. Łyk Serdeczności. Rozdział 8

👉Zastanawiasz się jak wygląda wolontariat w Domu Dziecka? Mam coś dla Ciebie. Nazywam się Robert Ziarnik. Jestem Mentorem w Fundacji Hearty i wolontariuszem w Domu Dziecka. Od 3 lat wspólnie z moim podopiecznym Oskarem budujemy relację opartą na zaufaniu i serdeczności. Jak co Środę chciałbym podzielić się z Tobą naszą wspólną historią i doświadczeniami. Kto wie, może wraz z Oskarem zainspirujemy Cię do zostania wolontariuszem?💪
Zapraszam Cię na Łyk Serdeczności❤

Zaledwie kilka tygodni po pierwszej wizycie placówce i rozpoczęciu wolontariatu musiałem z powodów zdrowotnych wyjechać z Krakowa na dłuższy czas. Przed swoim wyjazdem starałem się z pomocą wychowawców wyjaśnić Oskarowi całą sytuację a przede wszystkim zapewnić go, że ta przerwa w odwiedzinach jest tymczasowa i że kiedy tylko będę mógł to znowu wrócimy do naszych wspólnych wycieczek do parku i na basen.

Kiedy po kolejnych kilku tygodniach wróciłem z powrotem do Krakowa bardzo szybko postarałem się, żeby zorganizować odwiedziny. Był już początek lata więc dzięki pięknej pogodzie dzieciaki z wychowawcami często spędzały czas w Parku Jordana szalejąc na rowerach, rolkach i hulajnogach. Postanowiłem w ramach odwiedzin dołączyć do nich na świeżym powietrzu a jadąc na tę wizytę cieszyłem się na myśl o tym, że kiedy Oskar mnie zobaczy po tak długiej przerwie to z pewnością będzie zadowolony i koniecznie będzie chciał mi opowiedzieć o wszystkich swoich przygodach jakie się zdarzyły w trakcie tego miesiąca przerwy. Niedługo po tym, jak wszedłem do parku zobaczyłem bawiące się dzieciaki z placówki a między nimi Oskara szalejącego na hulajnodze. Z uśmiechem na twarzy szedłem w jego stronę chcąc się z nim przywitać i jakie ogromne było moje zdziwienie, kiedy Oskar przemknął obok mnie bez żadnej reakcji – kompletnie mnie nie zauważając. Jego zachowanie zaskoczyło mnie tak bardzo, że przez dłuższą chwilę zupełnie nie wiedziałem jak zareagować. Usiadłem po chwili na ławce i zacząłem rozmawiać z wychowawcą licząc po cichu na to, że po jakimś czasie on sam do mnie przyjedzie, żeby się przywitać. Tak się jednak nie stało. Po ponad 2 godzinach usłyszałem, że cała grupa będzie wracać do placówki na obiad więc sam też postanowiłem wrócić do domu. Było mi nieco przykro ze względu na takie zachowanie Oskara ale postanowiłem tego nie komentować. Przy wyjściu z parku grupa skręcała w przeciwnym kierunku i wtedy zupełnie niespodziewanie Oskar podjechał do mnie na swojej hulajnodze i spytał: “Wujek, kiedy następnym razem przyjdziesz do mnie w odwiedziny do placówki?” Kolejny raz zupełnie zaskoczony tym pytaniem odparłem: “Przyjdę, jeżeli będziesz chciał.” Przytaknął głową i odjechał z resztą grupy.

Po 3 latach wolontariatu na skutek pandemii wirusa musieliśmy się odizolować we własnych domach a z powodu zakazu odwiedzin nasze wspólne wycieczki do parku zastąpiły rozmowy telefoniczne. W trakcie jednego popołudnia Oskar zadzwonił i powiedział mi, że będzie teraz grał na komputerze – pomyślałem więc, że zaraz zapewne skończy tę rozmowę a tymczasem on poprosił mnie czy mogę z nim zostać na linii i nie rozłączać telefonu. W ten sposób spędziliśmy dobre 40 minut praktycznie bez żadnej rozmowy – Oskarowi wystarczyło co kilka minut pytanie, czy nadal jestem i czy przypadkiem się nie rozłączyłem.

Bardzo mocno wierzę w to, że moja obecność w jego życiu jest dla niego wsparciem. Obserwuję z ogromną radością jak rośnie i się zmienia. Bardzo lubię to zdanie, które mówi, że więź daje siłę. Mam nadzieję, że będzie czerpał z tej siły w swoim dorosłym życiu.