Robert & Oskar. Łyk Serdeczności. Rozdział 10

W ciągu ostatnich 3 lat odbyłem całkiem sporo rozmów dotyczących wolontariatu w domu dziecka. Wiele osób autentycznie angażowało się w te dyskusje zadając często ciekawe a czasem trudne pytania. Jednym z najczęściej pojawiających się komentarzy była kwestia wdzięczności. Moi rozmówcy niejednokrotnie podkreślali jak bardzo Oskar powinien być wdzięczny za to, że oferuję mu swój czas i uwagę. Za każdym razem kiedy słuchałem takiej opinii byłem przekonany, że mój rozmówca chce sam podkreślić, że jego zdaniem to, co robię ma wartość w jego oczach, ale jednocześnie nie byłem w stanie sobie wyobrazić jak miałaby wyglądać ta “powinność” ze strony Oskara. Wiele razy dostawałem od niego podziękowania i ręcznie wykonane kartki świąteczne ale przecież nie chodzi tutaj o to, żeby oczekiwać od dziecka, że będzie odczuwało i okazywało wdzięczność przy każdej możliwej okazji.

Bardzo dobrze pamiętam pewna sytuację z przed kilku lat kiedy w grupie najbliższych przyjaciół przygotowywaliśmy się do urodzin kogoś z naszej paczki. Nie mogliśmy sobie wyobrazić, że kupimy dla niej pierwszą lepszą rzecz jaka nam przyjdzie na myśl – bardzo chcieliśmy, żeby ten prezent był takim wyrazem tego, jak bardzo cenimy sobie jej obecność w naszym życiu. W planowanie włożyliśmy sporo wysiłku ale jednocześnie byliśmy coraz bardziej podekscytowani naszymi oczekiwaniami – w naszym wyobrażeniu przygotowywaliśmy prezent idealny i dosłownie nie mogliśmy się doczekać tego dnia, kiedy w końcu będziemy mogli go wręczyć. Już widzieliśmy tę scenę kiedy solenizantka po odpakowaniu prezentu z trudem powstrzymuje łzy a wzruszenie odbiera jej mowę. Do dziś lubimy wracać do tych wspomnień i za każdym razem nie możemy powstrzymać się od wybuchów śmiechu ponieważ jak się okazało w dniu urodzin nasza jubilatka faktycznie nie mogła przez kilka chwil wydusić z siebie słowa ale nie na skutek wzruszenia a raczej zaskoczenia i lekkiego niedowierzania. Okazało się, że nie zawsze to co chcemy podarować jest tym, czego oczekuje druga osoba.

Zastanawiając się nad tym, co mogę napisać o samej wdzięczności natrafiłem na słowa pewnej mądrej osoby. Zwróciła ona moją uwagę na to, że wdzięczność może się pojawić względem siebie samego (np. w sytuacji, kiedy wybrałem takie działanie, które w jakiś sposób mi posłużyło) lub też względem kogoś innego (kiedy w swoich działaniach wziął mnie pod uwagę). Może też pojawić się tak po prostu (kiedy wydarzyło się coś, co sprawiło mi radość, wzruszenie lub było źródłem zachwytu).

Kilka miesięcy temu, tuż przed Świętami Bożego Narodzenia wychowawcy Oskara poprosili mnie o pomoc przy odwiezieniu dzieciaków na występ w Nowohuckim Centrum Kultury, gdzie mieli wystąpić wraz z Zespołem Pieśni i Tańca “Krakowiacy”. Specjalne stroje ludowe zostały wypożyczone wcześniej i spakowane tak, żeby o niczym nie zapomnieć. Widać było, że u Oskara ekscytacja mieszała się ze zdenerwowaniem. Po przybyciu na miejsce pokonaliśmy kilka krętych korytarzy, żeby dostać się do sporego pomieszczenia znajdującego się tuż pod główną sceną. Głośne uderzenia obcasów nad naszymi głowami i skrzypienie desek wskazywało na to, że koncert już się rozpoczął – nie pozostało zbyt wiele czasu na założenie strojów ludowych. To właśnie w tym momencie okazało się, że zapomnieliśmy o jednym z najważniejszych elementów stroju: białej koszuli. Oskarowi bardzo szybko udzieliło się zdenerwowanie i obserwowałem jak z każdą minutą jego irytacja rośnie coraz gwałtowniej. W pewnej chwili ze złością oświadczył, że on nie będzie brał udziału w występie i nalegał, żebyśmy wrócili do domu. Praktycznie w ostatnim momencie z pomocą przyszła pani opiekunka oferując zapasową białą koszulę. Cały problem polegał na tym, że była to damska koszula w dorosłym rozmiarze z koronkami i szerokimi rękawami. Możecie sobie tylko wyobrazić jak zareaguje 11 letni chłopiec na wiadomość, że powinien coś takiego na siebie założyć.

Sytuacja była już tak napięta, że sam do końca nie pamiętam jaki ostatecznie argument z mojej strony zdołał go jednak przekonać, że ten pomysł nie jest wcale taki najgorszy ale jakimś cudem się udało. Obserwowałem go bacznie jak powoli przestaje być tak bardzo skupiony na samej koszuli i stopniowo zaczyna rozmawiać z innymi dziećmi. Pojawiła się myśl, że jednak jest szansa na to, żeby występ się udał. Odprowadziłem całą ekipę za kulisy nie mogąc się pozbyć cały czas myśli o tym, że Oskar w każdej chwili oznajmi, że jednak rezygnuje.

Kiedy po kilkunastu minutach oczekiwania przyszła kolej na ekipę Oskara – na dany sygnał cała grupa przebranych w stroje ludowe dziewczynek i chłopców wysypała się na scenę ruszając do radosnego tańca. Muzyka grała głośno, obcasy z hukiem uderzały o sceniczne deski a rozbawiona publiczność rytmicznie klaskała. Oskar z szerokim uśmiechem na twarzy przemierzał kolejny raz scenę jedną ręką przytrzymując spodnie, które w tańcu też okazały się zbyt luźne a za duże rękawy białej koszuli fruwały w powietrzu. Stałem nadal za kulisami starając się nagrać cały występ telefonem i widziałem jego szczere zadowolenie. Sam też się uśmiechałem a pewnym momencie poczułem ściskanie w gardle: radość, wzruszenie i….wdzięczność? Może jednak z tym otrzymywaniem wdzięczności jest jednak nieco inaczej niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.